sobota, 11 października 2014

Prolog i Rozdział I

     Ona zmieniła cały mój świat. Nigdy już nie będzie tak samo. Nauczyła mnie cieszyć się z każdej chwili, nauczyła mnie kochać, ale co najważniejsze - zmieniła mnie.      Znałem ją ze szkoły. Nie popularna, mało lubiana. Zwykła szara myszka. Wcześniej nie zwróciłem na nią uwagi. Byłem zadufanym w sobie kretynem. Najważniejsze dla mnie było zdobyć fajki, alkohol i bajerowanie najfajniejszych lasek w szkole. Nienawidziłem budy. Uważałem, że jest mi niepotrzebna w życiu, więc rzadko mnie w niej widywano. A jeżeli już raczyłem się zjawić, to liczyło się tylko żeby zaliczyć jak najwięcej "baz" z kolejnymi dziewczynami. Do pewnego dnia.
    Był to czerwiec. Cieszyłem się, że w końcu kończę to cholerne gimnazjum. Sądziłem, że dwa lata prze wegetuję w zawodówce, tam i tak się opieprzają. W szkole już mnie wcale nie widziano. W któryś wtorek, w urodziny ciotki Wiktorii, mama powiedziała, że jedziemy na imprezę rodzinną. Nie chciałem jechać, gdyż niezbyt przepadałem za rodzinnymi zjazdami. Nie uśmiechało mi się słuchanie wujka Stefana, który wstawiony interesuje się polityką, albo co gorsza siedzenie z małolatami.Ale matka się uparła, a z nią nie ma dyskusji.
   Mama złożyła cioci życzenia, a ja bąknąłem coś w stylu "sto lat'. Nie należałem do najbardziej towarzyskich osób. Wtedy zauważyłem kogoś mi znajomego. Nie mogłem za cholerę przypomnieć sobie jej imienia, ale wiedziałem, że chodzi do równoległej klasy. Siedziała na dywanie i bawiła się z moimi dwuletnimi kuzynami.Co ona tu robi ? - pomyślałem i postanowiłem zapytać, w końcu nie będę udawać, że jej nie widzę.
-Siema - powiedziałem niezbyt uprzejmie, ale chyba mnie znała, więc nie zwróciła uwagi. Wtedy podniosła głowę i po raz pierwszy zobaczyłem jej oczy. Były głębokie i błękitne. Coś mnie trafiło. Poczułem się, jakbym był na słonecznej plaży otoczonej ciepłym morzem. Dziwne uczucie, którego doświadczyłem po raz pierwszy.
- Hej - odpowiedziała i uśmiechnęła się tak ciepło, jak ja nigdy się nie uśmiechałem.
- Chodzimy razem do szkoły, nie ? - zapytałem, a ona potwierdziła skinieniem głowy.
- Jesteś Bartosz...
- Bartłomiej - poprawiłem odruchowo. Nienawidzę, gdy ktoś przekręca moje imię. - Co robisz na urodzinach mojej ciotki?
- Pani Wiktoria to twoja ciocia ? jakoś nigdy cię tu nie widziałam.Pracuję u niej jako opiekunka, a dzisiaj poprosiła mnie, żebym przyszła bo musiała przygotować przyjęcie, pan Janek w pracy a te urwisy tylko by przeszkadzały. Dlaczego nigdy wcześniej nie byłeś na żadnych urodzinach ?
- Jakoś niespecjalnie przepadam za zjazdami rodzinnymi, wolałbym iść na fajke. - "Dlaczego ja z nią rozmawiam?" pomyślałem. Nie lubiłem tłumaczyć się z mojego życia, szczególnie takim osobom jak ona. Ale coś było w niej takiego, co sprawiało, że nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Zwykła prosta dziewczyna. Co ona w sobie miała? Oprócz tych prześlicznych oczu?
- No cóż. Każdy musi na coś umrzeć. - Powiedziała. Dziwne słowa... - Tak w ogóle jestem Emilia - podała mi rękę. " No właśnie! Emilia !" przypomniało mi się jej imię. Uścisnąłem jej dłoń, chyba odrobinę za mocno. Nigdy nie robiłem dobrego wrażenia, ale nigdy mi na tym nie zależało. Co się stało, że ta dziewczyna mnie zaintrygowała? Nie mam bladego pojęcia.
    Emilia miała długie, ciemne włosy. Była szczupła, ale niezbyt wysoka. O delikatnej cerze i o prześlicznych oczach. W szkole nie zwróciłem na nią uwagi, bo była cicha i skromna. Nie była miss świata, ale brzydka także nie.
   Cały wieczór obserwowałem ją. Jak bawiła się z bliźniakami i innymi dzieciakami. Dzieci ją uwielbiały. Dorośli z resztą też. Widziałem, jak mama ochoczo z nią rozmawiała. Widać było, że jest kulturalna i elokwentna. Później sam chciałem z nią porozmawiać, ale nie wiedziałem o czym. Cokolwiek mówiłem, miałem wrażenie, że mnie zaraz wyśmieje. Nie miałem pomysłu, o czym mogę z nią porozmawiać. Jednak ona nie zaśmiała się ani razu. Zawsze wiedziała co odpowiedzieć, a nawet jeżeli wyrwała mi się jakaś głupota, puszczała ją mimo uszu.
     Dowiedziałem się, że pracowała od pierwszej klasy gimnazjum u mojej ciotki, mieszkała za płotem i lubiła czytać książki. Chciała skończyć studia dziennikarskie i wyjechać na misje do Afryki. Tak bardzo się różniła od tych dziewczyn, które znałem wcześniej. Tamte nie miały na życie żadnych planów. Były puste, wymalowane i łatwo można nimi było manipulować. Może dlatego mi się podobały, były śliczne i mogłem robić z nimi co chciałem. Jednak ona zauroczyła mnie. Sam nie wiedziałem czym. Przecież nie była w moim stylu. Nie malowała się. Nie ubierała specjalnie modnie. A jednak było w niej coś, co nie pozwalało mi przestać o niej myśleć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz