Ostatni dzień normalnych lekcji. Musiałem iść, bo przez wagary brakowało mi obecności i wychowawca zagroził, że została mi ostatnia nieusprawiedliwiona godzina, jeszcze jedna i groziłaby mi nieklasyfikacja. Postanowiłem zostawić ją na ostatnią lekcję tego dnia. Niby normalne lekcje, ale żaden nauczyciel już ich nie prowadził. Na praktycznie każdej godzinie, wszyscy opowiadali gdzie to nie pojadą na wakacje. Nawet ich nie słuchałem, ciągle myślałem o Emilii. Co ona takiego ma w sobie, co ją wyróżnia od innych dziewczyn ? - zadawałem sobie w myślach pytanie, na które nie potrafiłem odpowiedzieć.
-Bartłomiej, czy Ty śpisz ?! - zahuczał pan Schmidtt, pieprzony szkop, który uczył nas niemieckiego. Chociaż z jego akcentem zabrzmiało to raczej " Barthlomje czy Thy szpiszh ?". Z trudem powstrzymywałem się od wybuchnięcia śmiechem. Klasa zdążyła zrobić to za mnie, ale nie z nauczyciela.
- Chyba się zakochał ! - Rzucił jeden z moich kolegów, na co cała klasa zareagowała jeszcze głośniejszym śmiechem.
- Ruhe Bitte! - Uspokoił ich nauczyciel. Chociaż raz byłem mu wdzięczny za te dwa słowa. - Bartłomiej, nie słyszałeś pytania ?
- N-nie... Mógłby pan powtórzyć ? - Zapytałem niepewnie i usłyszałem stłumione chichoty koleżanek z klasy.
-Wo fährst du von die Ferien? *
- A mogę odpowiedzieć po polsku ? - Znów chichoty...
- Naturlisch... i tak od Ciebie nic więcej nie wyciągnę. - Odparł pan Schmidtt.
- Na wakację jadę nad morze z moją mamą, ciotką, wujkiem i ich dziećmi.
- I tyle ? - zdziwił się nauczyciel.
- A co jeszcze?
-Ehh... dobra niech będzie siadaj.
Lekcja niemieckiego była przedostatnia i na przerwie zastanawiałem się czy zwiać, ale wtedy zobaczyłem ją. Szła ze swoją koleżanką. Trzymała jakąś grubą książkę, a włosy delikatnie opadały jej na ramiona i niczym fale spływały po plecach. Miała ubraną kaszmirową sukienkę, koloru błękitnego, która mocno podkreślała jej kolor oczu. Ona... nosiła okulary ?! Dlaczego za pierwszym razem nie zauważyłem. Ale pasowały jej. Dodawały jej takiego inteligentnego wyrazu twarzy, takiej kobiecości. Ona była taka pię...
- Na kogo Ty sie gapisz ?! - Szturchnął mnie mój kumpel od fajki. - Powaliło Cie ?!
- Co? Na nikogo sie nie gapie, co Ty pieprzysz ? - Udawałem, że nie wiem o co chodzi.
- Taa, widze. Stoisz tu i jak ciele na malowane wrota, jak łysy na grzebień i to na tą kujonkę ! Odbiło Ci ?
- Tę. - Pierwszy raz w życiu kogoś poprawiłem. Nigdy nie zwracałem uwagi na błędy, ale to mnie poruszyło. Może dlatego, że chodziło o nią.
-Co Te ? - Zapytał zdziwiony. Idiota...
- Nie te, nie tą, tylko tę kujonkę. - "Poza tym ona nie jest kujonką, jest po prostu mądra" dodałem w myślach. Nie mogłem tego jednak powiedzieć na głos, za bardzo obchodziło mnie co kumple powiedzą. - Nie gapiłem się na nią, tylko...
- tylko co ? - Skrzyżował ręce na ramionach i popatrzył na mnie z wyższością. Tym głupawym uśmieszkiem...
- Nie zrozumiesz...
- Dobra nie ważne, my sie z Janieckim urywamy z ostatniej, idziemy na fajke. Idziesz z nami? - Teraz już byłem pewny, że zostaje.Nie miałem ochoty na towarzystwo tego debila i nie chciałem mu się tłumaczyć.
- Nie mogę. - Musiałem szybko coś wymyślić i akurat spojrzałem na drzwi z pokoju nauczycielskiego, z którego wychodził nasz wychowawca. - Wczoraj wykorzystałem ostatnią nieusprawiedliwioną godzinę, teraz jak opuszcze to nie skończę tego cholernego gimnazjum.
- Dobra to my spadamy, nara.
Jak Magdewicz poszedł to chciałem podejść do niej i zagadać. Wszyscy z paczki poszli, nikt by nie widział. Ale kompletnie nie wiedziałem, co bym miał jej powiedzieć, przecież nawet mi się nie podobała prawda ? Poza tym akurat weszła do klasy, ponieważ było po dzwonku, więc stwierdziłem, że też pójdę na ostatnią godzinę męczarni.
Lekcja minęła mi szybko, bo pani z biologii puściła nam jakiś przyrodniczy film, którego i tak nikt nie oglądał. To był ostatni moment, kiedy mogłem do niej podejść i chociaż się przywitać. Później wakacje, a potem to raczej byśmy się nie spotkali, bo wątpiłem, żeby taka uczennica poszła do zawodówki.
Złapałem ją przy drzwiach wyjściowych. Szedłem za nią chwilę, zanim odważyłem się odezwać, ale chyba poczuła, że ktoś ją obserwuje, ponieważ momentalnie się odwróciła.
- Cześć! - Odparłem szybko. Pewnie pomyślała, że jestem jakimś kretynem, który chodzi za biednymi dziewczynami. "idiota, idiota, idiota!" Pomyślałem o sobie.
- Cześć. - Uśmiechnęła się tak uprzejmie, że aż poczułem się dziwnie, będąc taki oschły przy takiej dziewczynie. - Jak to się stało, że jeszcze jesteś w szkole ?
- No wiesz, klasyfikacja... - skłamałem, bo mogłem opuścić jeszcze godzinę.
- No tak. - Zaśmiała się. Miała taki śmiech, jakby tysiące pereł ktoś nagle upuścił. Taki anielski.
- co czytasz ? - Wskazałem na książkę, z którą chodziła od rana. Wysunęła ją wyżej, żebym mógł zobaczyć. - "Król Stefan"? To jakaś lektura ? - Zaśmiała się głośno, perliście i zdałem sobie sprawę na jakiego kretyna wyszedłem.
- Niee, nie lektura. Stephen King "Desperacja" Trochę horror, trochę thriller. Poleciłabym Ci, ale sądzę, że nie czytasz książek, chyba że komiksy ?
- Też nie... - Było mi wstyd. - Ale może zajrzę... kiedyś... - Uśmiech. Piękny. Cudowny. - Tak w ogóle, to dałabyś się gdzieś zaprosić ? pizza może ?
- Co proszę ?! - Prawie krzyknęła zaskoczona.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
*może być błąd, nie jestem zwolenniczką tego języka a gugl mógł źle przetłumaczyć :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz