- Co proszę ?! - Prawie krzyknęła zaskoczona. Zrobiłem z siebie idiotę. Zawaliłem. Musiałem szybko coś wymyślić. Szybko, szybko, szybko...!
- Bo mam poprawkę w sierpniu i potrzebuję pomocy! - Wypaliłem. Nawet nie pomyślałem.
- I dlatego zapraszasz mnie na pizzę ? - Zerknęła z podejrzliwym uśmiechem. - Dobra mogę Ci pomóc. Z czego masz tę poprawkę? - O kurczę, nie pomyślałem o tym, że może się zgodzić.
-yyyy... - SZYBKO ! - z angielskiego ! - Trafny wybór. Z tego to byłem chyba najgorszy, a pani dała mi dwa na koniec tylko dlatego, żeby się mnie pozbyć.
- Dobrze, mogę wpadać codziennie do 16, później idę do Twojej ciotki zająć się bliźniakami.
- Super, to znaczy... - to znaczy nie super, jak wytłumaczę mamie, że już praktycznie wakacje, a my się uczymy angla? Przecież dobrze wie, że skończę gimnazjum. Co prawda cudem, ale jednak. - a moglibyśmy się spotkać u Ciebie? bo... ja mam mały remont w mieszkaniu i rozumiesz... - cholera, jak ja się jąkałem.
- Nie ma sprawy, nawet mi to na rękę bo mam bliżej do Twojej cioci. - Uśmiechnęła się.
- Nie nudzi Ci się z tymi bach... to znaczy z moimi kuzynami ? - wybrnąłem ?
- Nudzić się ? nie ma czasu, oni są wszędzie. Ale są kochani, uwielbiam ich. Chciałabym mieć takich braci. - wybrnąłem. Uff.
Zaproponowałem Emilii, że odprowadzę ją na przystanek. Chyba nawet nie przeszkadzało jej moje towarzystwo. Miałem nadzieję, że nie zauważy, kiedy się jej przyglądałem. Ale na wszelki wypadek odwróciłem wzrok. Siedzieliśmy na przystanku i czekaliśmy na jej autobus. Rozglądałem się nerwowo dookoła, bo nie wiedziałem co mam mówić. Cisza. Ale jej chyba nie przeszkadzała, bo czytała swoją książkę. Postanowiłem jej nie przerywać, bo mogłaby to potraktować jako niekulturalne, dlatego wpatrywałem się pustym wzrokiem w ulicę. Jedno auto. Drugie auto. Ósme. Wszystkie były czerwone, dziwne.
To było najdłuższe dziesięć minut oczekiwania na autobus w moim życiu. Bałem się palnąć jakąś głupotę, żeby nie pomyślała, że serio jestem jakiś popieprzony. Z tego stresu zapaliłem fajkę, gdy tylko odjechała. Może dwie, albo trzy. Skończyły się, więc trzeba było skołować następne, ale nie było czasu bo na 15 się umówiłem z Emilią, niech to szlag. Postanowiłem tę sprawę zostawić na następny dzień i skupić się na spotkaniu. Tak byłem pogrążony w myślach, że nie zwracałem na nic uwagi. Prawie biegłem do domu. Kiedy przechodziłem przez pasy, nawet nie zauważyłem że jechało auto. Ułamek sekundy. Ostre hamowanie. Klakson!
Na szczęście w porę odskoczyłem na chodnik i skończyło się tylko upadkiem i paroma siniakami. Usłyszałem tylko parę niechlujnych komentarzy w skierowanych do mnie, ale odpowiedziałem " spieprzaj" i poszedłem dalej.
Długo się zastanawiałem czy iść do Emilii, czy jednak nie. Ale nie mogłem stchórzyć ! Przecież jestem Bartłomiej Stachowski i niczego się nie boję ! - pomyślałem. I poszedłem do niej.
Otworzyła po chwili. Była w dresie. Włosy niechlujnie spięte w kok. Może to się wyda dziwne, ale wtedy wydała mi się jeszcze piękniejsza niż w tych eleganckich, schludnych sukienkach. Nie mogłem się skupić, żeby wymyślić coś mądrego do powiedzenia. Odezwała się pierwsza.
- Hej. Wejdź. - Uśmiechnęła się i gestem zaprosiła mnie do środka.
Jej piękne oczy.
"Jej piękne oczy" to opowiadanie pisane z punktu widzenia chłopaka, który poznaje niesamowitą dziewczynę, w której, jak się później okazuje, jest zakochany po uszy. Dziewczyna jest inna niż on sam. Uczy go prawdziwej miłości, patrzenia na małe rzeczy z innej perspektywy i dostrzegania w nich wartości oraz piękna. Jednak Emilia skrywa sekret, o którym mało kto wie. Czy Bartłomiejowi uda się go poznać ? Czy Emilia zmieni Bartka z chuligana w "porządnego" chłopca ?
piątek, 9 stycznia 2015
środa, 7 stycznia 2015
Rozdział II
Ostatni dzień normalnych lekcji. Musiałem iść, bo przez wagary brakowało mi obecności i wychowawca zagroził, że została mi ostatnia nieusprawiedliwiona godzina, jeszcze jedna i groziłaby mi nieklasyfikacja. Postanowiłem zostawić ją na ostatnią lekcję tego dnia. Niby normalne lekcje, ale żaden nauczyciel już ich nie prowadził. Na praktycznie każdej godzinie, wszyscy opowiadali gdzie to nie pojadą na wakacje. Nawet ich nie słuchałem, ciągle myślałem o Emilii. Co ona takiego ma w sobie, co ją wyróżnia od innych dziewczyn ? - zadawałem sobie w myślach pytanie, na które nie potrafiłem odpowiedzieć.
-Bartłomiej, czy Ty śpisz ?! - zahuczał pan Schmidtt, pieprzony szkop, który uczył nas niemieckiego. Chociaż z jego akcentem zabrzmiało to raczej " Barthlomje czy Thy szpiszh ?". Z trudem powstrzymywałem się od wybuchnięcia śmiechem. Klasa zdążyła zrobić to za mnie, ale nie z nauczyciela.
- Chyba się zakochał ! - Rzucił jeden z moich kolegów, na co cała klasa zareagowała jeszcze głośniejszym śmiechem.
- Ruhe Bitte! - Uspokoił ich nauczyciel. Chociaż raz byłem mu wdzięczny za te dwa słowa. - Bartłomiej, nie słyszałeś pytania ?
- N-nie... Mógłby pan powtórzyć ? - Zapytałem niepewnie i usłyszałem stłumione chichoty koleżanek z klasy.
-Wo fährst du von die Ferien? *
- A mogę odpowiedzieć po polsku ? - Znów chichoty...
- Naturlisch... i tak od Ciebie nic więcej nie wyciągnę. - Odparł pan Schmidtt.
- Na wakację jadę nad morze z moją mamą, ciotką, wujkiem i ich dziećmi.
- I tyle ? - zdziwił się nauczyciel.
- A co jeszcze?
-Ehh... dobra niech będzie siadaj.
Lekcja niemieckiego była przedostatnia i na przerwie zastanawiałem się czy zwiać, ale wtedy zobaczyłem ją. Szła ze swoją koleżanką. Trzymała jakąś grubą książkę, a włosy delikatnie opadały jej na ramiona i niczym fale spływały po plecach. Miała ubraną kaszmirową sukienkę, koloru błękitnego, która mocno podkreślała jej kolor oczu. Ona... nosiła okulary ?! Dlaczego za pierwszym razem nie zauważyłem. Ale pasowały jej. Dodawały jej takiego inteligentnego wyrazu twarzy, takiej kobiecości. Ona była taka pię...
- Na kogo Ty sie gapisz ?! - Szturchnął mnie mój kumpel od fajki. - Powaliło Cie ?!
- Co? Na nikogo sie nie gapie, co Ty pieprzysz ? - Udawałem, że nie wiem o co chodzi.
- Taa, widze. Stoisz tu i jak ciele na malowane wrota, jak łysy na grzebień i to na tą kujonkę ! Odbiło Ci ?
- Tę. - Pierwszy raz w życiu kogoś poprawiłem. Nigdy nie zwracałem uwagi na błędy, ale to mnie poruszyło. Może dlatego, że chodziło o nią.
-Co Te ? - Zapytał zdziwiony. Idiota...
- Nie te, nie tą, tylko tę kujonkę. - "Poza tym ona nie jest kujonką, jest po prostu mądra" dodałem w myślach. Nie mogłem tego jednak powiedzieć na głos, za bardzo obchodziło mnie co kumple powiedzą. - Nie gapiłem się na nią, tylko...
- tylko co ? - Skrzyżował ręce na ramionach i popatrzył na mnie z wyższością. Tym głupawym uśmieszkiem...
- Nie zrozumiesz...
- Dobra nie ważne, my sie z Janieckim urywamy z ostatniej, idziemy na fajke. Idziesz z nami? - Teraz już byłem pewny, że zostaje.Nie miałem ochoty na towarzystwo tego debila i nie chciałem mu się tłumaczyć.
- Nie mogę. - Musiałem szybko coś wymyślić i akurat spojrzałem na drzwi z pokoju nauczycielskiego, z którego wychodził nasz wychowawca. - Wczoraj wykorzystałem ostatnią nieusprawiedliwioną godzinę, teraz jak opuszcze to nie skończę tego cholernego gimnazjum.
- Dobra to my spadamy, nara.
Jak Magdewicz poszedł to chciałem podejść do niej i zagadać. Wszyscy z paczki poszli, nikt by nie widział. Ale kompletnie nie wiedziałem, co bym miał jej powiedzieć, przecież nawet mi się nie podobała prawda ? Poza tym akurat weszła do klasy, ponieważ było po dzwonku, więc stwierdziłem, że też pójdę na ostatnią godzinę męczarni.
Lekcja minęła mi szybko, bo pani z biologii puściła nam jakiś przyrodniczy film, którego i tak nikt nie oglądał. To był ostatni moment, kiedy mogłem do niej podejść i chociaż się przywitać. Później wakacje, a potem to raczej byśmy się nie spotkali, bo wątpiłem, żeby taka uczennica poszła do zawodówki.
Złapałem ją przy drzwiach wyjściowych. Szedłem za nią chwilę, zanim odważyłem się odezwać, ale chyba poczuła, że ktoś ją obserwuje, ponieważ momentalnie się odwróciła.
- Cześć! - Odparłem szybko. Pewnie pomyślała, że jestem jakimś kretynem, który chodzi za biednymi dziewczynami. "idiota, idiota, idiota!" Pomyślałem o sobie.
- Cześć. - Uśmiechnęła się tak uprzejmie, że aż poczułem się dziwnie, będąc taki oschły przy takiej dziewczynie. - Jak to się stało, że jeszcze jesteś w szkole ?
- No wiesz, klasyfikacja... - skłamałem, bo mogłem opuścić jeszcze godzinę.
- No tak. - Zaśmiała się. Miała taki śmiech, jakby tysiące pereł ktoś nagle upuścił. Taki anielski.
- co czytasz ? - Wskazałem na książkę, z którą chodziła od rana. Wysunęła ją wyżej, żebym mógł zobaczyć. - "Król Stefan"? To jakaś lektura ? - Zaśmiała się głośno, perliście i zdałem sobie sprawę na jakiego kretyna wyszedłem.
- Niee, nie lektura. Stephen King "Desperacja" Trochę horror, trochę thriller. Poleciłabym Ci, ale sądzę, że nie czytasz książek, chyba że komiksy ?
- Też nie... - Było mi wstyd. - Ale może zajrzę... kiedyś... - Uśmiech. Piękny. Cudowny. - Tak w ogóle, to dałabyś się gdzieś zaprosić ? pizza może ?
- Co proszę ?! - Prawie krzyknęła zaskoczona.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
*może być błąd, nie jestem zwolenniczką tego języka a gugl mógł źle przetłumaczyć :D
-Bartłomiej, czy Ty śpisz ?! - zahuczał pan Schmidtt, pieprzony szkop, który uczył nas niemieckiego. Chociaż z jego akcentem zabrzmiało to raczej " Barthlomje czy Thy szpiszh ?". Z trudem powstrzymywałem się od wybuchnięcia śmiechem. Klasa zdążyła zrobić to za mnie, ale nie z nauczyciela.
- Chyba się zakochał ! - Rzucił jeden z moich kolegów, na co cała klasa zareagowała jeszcze głośniejszym śmiechem.
- Ruhe Bitte! - Uspokoił ich nauczyciel. Chociaż raz byłem mu wdzięczny za te dwa słowa. - Bartłomiej, nie słyszałeś pytania ?
- N-nie... Mógłby pan powtórzyć ? - Zapytałem niepewnie i usłyszałem stłumione chichoty koleżanek z klasy.
-Wo fährst du von die Ferien? *
- A mogę odpowiedzieć po polsku ? - Znów chichoty...
- Naturlisch... i tak od Ciebie nic więcej nie wyciągnę. - Odparł pan Schmidtt.
- Na wakację jadę nad morze z moją mamą, ciotką, wujkiem i ich dziećmi.
- I tyle ? - zdziwił się nauczyciel.
- A co jeszcze?
-Ehh... dobra niech będzie siadaj.
Lekcja niemieckiego była przedostatnia i na przerwie zastanawiałem się czy zwiać, ale wtedy zobaczyłem ją. Szła ze swoją koleżanką. Trzymała jakąś grubą książkę, a włosy delikatnie opadały jej na ramiona i niczym fale spływały po plecach. Miała ubraną kaszmirową sukienkę, koloru błękitnego, która mocno podkreślała jej kolor oczu. Ona... nosiła okulary ?! Dlaczego za pierwszym razem nie zauważyłem. Ale pasowały jej. Dodawały jej takiego inteligentnego wyrazu twarzy, takiej kobiecości. Ona była taka pię...
- Na kogo Ty sie gapisz ?! - Szturchnął mnie mój kumpel od fajki. - Powaliło Cie ?!
- Co? Na nikogo sie nie gapie, co Ty pieprzysz ? - Udawałem, że nie wiem o co chodzi.
- Taa, widze. Stoisz tu i jak ciele na malowane wrota, jak łysy na grzebień i to na tą kujonkę ! Odbiło Ci ?
- Tę. - Pierwszy raz w życiu kogoś poprawiłem. Nigdy nie zwracałem uwagi na błędy, ale to mnie poruszyło. Może dlatego, że chodziło o nią.
-Co Te ? - Zapytał zdziwiony. Idiota...
- Nie te, nie tą, tylko tę kujonkę. - "Poza tym ona nie jest kujonką, jest po prostu mądra" dodałem w myślach. Nie mogłem tego jednak powiedzieć na głos, za bardzo obchodziło mnie co kumple powiedzą. - Nie gapiłem się na nią, tylko...
- tylko co ? - Skrzyżował ręce na ramionach i popatrzył na mnie z wyższością. Tym głupawym uśmieszkiem...
- Nie zrozumiesz...
- Dobra nie ważne, my sie z Janieckim urywamy z ostatniej, idziemy na fajke. Idziesz z nami? - Teraz już byłem pewny, że zostaje.Nie miałem ochoty na towarzystwo tego debila i nie chciałem mu się tłumaczyć.
- Nie mogę. - Musiałem szybko coś wymyślić i akurat spojrzałem na drzwi z pokoju nauczycielskiego, z którego wychodził nasz wychowawca. - Wczoraj wykorzystałem ostatnią nieusprawiedliwioną godzinę, teraz jak opuszcze to nie skończę tego cholernego gimnazjum.
- Dobra to my spadamy, nara.
Jak Magdewicz poszedł to chciałem podejść do niej i zagadać. Wszyscy z paczki poszli, nikt by nie widział. Ale kompletnie nie wiedziałem, co bym miał jej powiedzieć, przecież nawet mi się nie podobała prawda ? Poza tym akurat weszła do klasy, ponieważ było po dzwonku, więc stwierdziłem, że też pójdę na ostatnią godzinę męczarni.
Lekcja minęła mi szybko, bo pani z biologii puściła nam jakiś przyrodniczy film, którego i tak nikt nie oglądał. To był ostatni moment, kiedy mogłem do niej podejść i chociaż się przywitać. Później wakacje, a potem to raczej byśmy się nie spotkali, bo wątpiłem, żeby taka uczennica poszła do zawodówki.
Złapałem ją przy drzwiach wyjściowych. Szedłem za nią chwilę, zanim odważyłem się odezwać, ale chyba poczuła, że ktoś ją obserwuje, ponieważ momentalnie się odwróciła.
- Cześć! - Odparłem szybko. Pewnie pomyślała, że jestem jakimś kretynem, który chodzi za biednymi dziewczynami. "idiota, idiota, idiota!" Pomyślałem o sobie.
- Cześć. - Uśmiechnęła się tak uprzejmie, że aż poczułem się dziwnie, będąc taki oschły przy takiej dziewczynie. - Jak to się stało, że jeszcze jesteś w szkole ?
- No wiesz, klasyfikacja... - skłamałem, bo mogłem opuścić jeszcze godzinę.
- No tak. - Zaśmiała się. Miała taki śmiech, jakby tysiące pereł ktoś nagle upuścił. Taki anielski.
- co czytasz ? - Wskazałem na książkę, z którą chodziła od rana. Wysunęła ją wyżej, żebym mógł zobaczyć. - "Król Stefan"? To jakaś lektura ? - Zaśmiała się głośno, perliście i zdałem sobie sprawę na jakiego kretyna wyszedłem.
- Niee, nie lektura. Stephen King "Desperacja" Trochę horror, trochę thriller. Poleciłabym Ci, ale sądzę, że nie czytasz książek, chyba że komiksy ?
- Też nie... - Było mi wstyd. - Ale może zajrzę... kiedyś... - Uśmiech. Piękny. Cudowny. - Tak w ogóle, to dałabyś się gdzieś zaprosić ? pizza może ?
- Co proszę ?! - Prawie krzyknęła zaskoczona.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
*może być błąd, nie jestem zwolenniczką tego języka a gugl mógł źle przetłumaczyć :D
sobota, 11 października 2014
Prolog i Rozdział I
Ona zmieniła cały mój świat. Nigdy już nie będzie tak samo. Nauczyła mnie cieszyć się z każdej chwili, nauczyła mnie kochać, ale co najważniejsze - zmieniła mnie. Znałem ją ze szkoły. Nie popularna, mało lubiana. Zwykła szara myszka. Wcześniej nie zwróciłem na nią uwagi. Byłem zadufanym w sobie kretynem. Najważniejsze dla mnie było zdobyć fajki, alkohol i bajerowanie najfajniejszych lasek w szkole. Nienawidziłem budy. Uważałem, że jest mi niepotrzebna w życiu, więc rzadko mnie w niej widywano. A jeżeli już raczyłem się zjawić, to liczyło się tylko żeby zaliczyć jak najwięcej "baz" z kolejnymi dziewczynami. Do pewnego dnia.
Był to czerwiec. Cieszyłem się, że w końcu kończę to cholerne gimnazjum. Sądziłem, że dwa lata prze wegetuję w zawodówce, tam i tak się opieprzają. W szkole już mnie wcale nie widziano. W któryś wtorek, w urodziny ciotki Wiktorii, mama powiedziała, że jedziemy na imprezę rodzinną. Nie chciałem jechać, gdyż niezbyt przepadałem za rodzinnymi zjazdami. Nie uśmiechało mi się słuchanie wujka Stefana, który wstawiony interesuje się polityką, albo co gorsza siedzenie z małolatami.Ale matka się uparła, a z nią nie ma dyskusji.
Mama złożyła cioci życzenia, a ja bąknąłem coś w stylu "sto lat'. Nie należałem do najbardziej towarzyskich osób. Wtedy zauważyłem kogoś mi znajomego. Nie mogłem za cholerę przypomnieć sobie jej imienia, ale wiedziałem, że chodzi do równoległej klasy. Siedziała na dywanie i bawiła się z moimi dwuletnimi kuzynami.Co ona tu robi ? - pomyślałem i postanowiłem zapytać, w końcu nie będę udawać, że jej nie widzę.
-Siema - powiedziałem niezbyt uprzejmie, ale chyba mnie znała, więc nie zwróciła uwagi. Wtedy podniosła głowę i po raz pierwszy zobaczyłem jej oczy. Były głębokie i błękitne. Coś mnie trafiło. Poczułem się, jakbym był na słonecznej plaży otoczonej ciepłym morzem. Dziwne uczucie, którego doświadczyłem po raz pierwszy.
- Hej - odpowiedziała i uśmiechnęła się tak ciepło, jak ja nigdy się nie uśmiechałem.
- Chodzimy razem do szkoły, nie ? - zapytałem, a ona potwierdziła skinieniem głowy.
- Jesteś Bartosz...
- Bartłomiej - poprawiłem odruchowo. Nienawidzę, gdy ktoś przekręca moje imię. - Co robisz na urodzinach mojej ciotki?
- Pani Wiktoria to twoja ciocia ? jakoś nigdy cię tu nie widziałam.Pracuję u niej jako opiekunka, a dzisiaj poprosiła mnie, żebym przyszła bo musiała przygotować przyjęcie, pan Janek w pracy a te urwisy tylko by przeszkadzały. Dlaczego nigdy wcześniej nie byłeś na żadnych urodzinach ?
- Jakoś niespecjalnie przepadam za zjazdami rodzinnymi, wolałbym iść na fajke. - "Dlaczego ja z nią rozmawiam?" pomyślałem. Nie lubiłem tłumaczyć się z mojego życia, szczególnie takim osobom jak ona. Ale coś było w niej takiego, co sprawiało, że nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Zwykła prosta dziewczyna. Co ona w sobie miała? Oprócz tych prześlicznych oczu?
- No cóż. Każdy musi na coś umrzeć. - Powiedziała. Dziwne słowa... - Tak w ogóle jestem Emilia - podała mi rękę. " No właśnie! Emilia !" przypomniało mi się jej imię. Uścisnąłem jej dłoń, chyba odrobinę za mocno. Nigdy nie robiłem dobrego wrażenia, ale nigdy mi na tym nie zależało. Co się stało, że ta dziewczyna mnie zaintrygowała? Nie mam bladego pojęcia.
Emilia miała długie, ciemne włosy. Była szczupła, ale niezbyt wysoka. O delikatnej cerze i o prześlicznych oczach. W szkole nie zwróciłem na nią uwagi, bo była cicha i skromna. Nie była miss świata, ale brzydka także nie.
Cały wieczór obserwowałem ją. Jak bawiła się z bliźniakami i innymi dzieciakami. Dzieci ją uwielbiały. Dorośli z resztą też. Widziałem, jak mama ochoczo z nią rozmawiała. Widać było, że jest kulturalna i elokwentna. Później sam chciałem z nią porozmawiać, ale nie wiedziałem o czym. Cokolwiek mówiłem, miałem wrażenie, że mnie zaraz wyśmieje. Nie miałem pomysłu, o czym mogę z nią porozmawiać. Jednak ona nie zaśmiała się ani razu. Zawsze wiedziała co odpowiedzieć, a nawet jeżeli wyrwała mi się jakaś głupota, puszczała ją mimo uszu.
Był to czerwiec. Cieszyłem się, że w końcu kończę to cholerne gimnazjum. Sądziłem, że dwa lata prze wegetuję w zawodówce, tam i tak się opieprzają. W szkole już mnie wcale nie widziano. W któryś wtorek, w urodziny ciotki Wiktorii, mama powiedziała, że jedziemy na imprezę rodzinną. Nie chciałem jechać, gdyż niezbyt przepadałem za rodzinnymi zjazdami. Nie uśmiechało mi się słuchanie wujka Stefana, który wstawiony interesuje się polityką, albo co gorsza siedzenie z małolatami.Ale matka się uparła, a z nią nie ma dyskusji.
Mama złożyła cioci życzenia, a ja bąknąłem coś w stylu "sto lat'. Nie należałem do najbardziej towarzyskich osób. Wtedy zauważyłem kogoś mi znajomego. Nie mogłem za cholerę przypomnieć sobie jej imienia, ale wiedziałem, że chodzi do równoległej klasy. Siedziała na dywanie i bawiła się z moimi dwuletnimi kuzynami.Co ona tu robi ? - pomyślałem i postanowiłem zapytać, w końcu nie będę udawać, że jej nie widzę.
-Siema - powiedziałem niezbyt uprzejmie, ale chyba mnie znała, więc nie zwróciła uwagi. Wtedy podniosła głowę i po raz pierwszy zobaczyłem jej oczy. Były głębokie i błękitne. Coś mnie trafiło. Poczułem się, jakbym był na słonecznej plaży otoczonej ciepłym morzem. Dziwne uczucie, którego doświadczyłem po raz pierwszy.
- Hej - odpowiedziała i uśmiechnęła się tak ciepło, jak ja nigdy się nie uśmiechałem.
- Chodzimy razem do szkoły, nie ? - zapytałem, a ona potwierdziła skinieniem głowy.
- Jesteś Bartosz...
- Bartłomiej - poprawiłem odruchowo. Nienawidzę, gdy ktoś przekręca moje imię. - Co robisz na urodzinach mojej ciotki?
- Pani Wiktoria to twoja ciocia ? jakoś nigdy cię tu nie widziałam.Pracuję u niej jako opiekunka, a dzisiaj poprosiła mnie, żebym przyszła bo musiała przygotować przyjęcie, pan Janek w pracy a te urwisy tylko by przeszkadzały. Dlaczego nigdy wcześniej nie byłeś na żadnych urodzinach ?
- Jakoś niespecjalnie przepadam za zjazdami rodzinnymi, wolałbym iść na fajke. - "Dlaczego ja z nią rozmawiam?" pomyślałem. Nie lubiłem tłumaczyć się z mojego życia, szczególnie takim osobom jak ona. Ale coś było w niej takiego, co sprawiało, że nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Zwykła prosta dziewczyna. Co ona w sobie miała? Oprócz tych prześlicznych oczu?
- No cóż. Każdy musi na coś umrzeć. - Powiedziała. Dziwne słowa... - Tak w ogóle jestem Emilia - podała mi rękę. " No właśnie! Emilia !" przypomniało mi się jej imię. Uścisnąłem jej dłoń, chyba odrobinę za mocno. Nigdy nie robiłem dobrego wrażenia, ale nigdy mi na tym nie zależało. Co się stało, że ta dziewczyna mnie zaintrygowała? Nie mam bladego pojęcia.
Emilia miała długie, ciemne włosy. Była szczupła, ale niezbyt wysoka. O delikatnej cerze i o prześlicznych oczach. W szkole nie zwróciłem na nią uwagi, bo była cicha i skromna. Nie była miss świata, ale brzydka także nie.
Cały wieczór obserwowałem ją. Jak bawiła się z bliźniakami i innymi dzieciakami. Dzieci ją uwielbiały. Dorośli z resztą też. Widziałem, jak mama ochoczo z nią rozmawiała. Widać było, że jest kulturalna i elokwentna. Później sam chciałem z nią porozmawiać, ale nie wiedziałem o czym. Cokolwiek mówiłem, miałem wrażenie, że mnie zaraz wyśmieje. Nie miałem pomysłu, o czym mogę z nią porozmawiać. Jednak ona nie zaśmiała się ani razu. Zawsze wiedziała co odpowiedzieć, a nawet jeżeli wyrwała mi się jakaś głupota, puszczała ją mimo uszu.
Dowiedziałem
się, że pracowała od pierwszej klasy gimnazjum u mojej ciotki,
mieszkała za płotem i lubiła czytać książki. Chciała skończyć
studia dziennikarskie i wyjechać na misje do Afryki. Tak bardzo się
różniła od tych dziewczyn, które znałem wcześniej. Tamte nie
miały na życie żadnych planów. Były puste, wymalowane i łatwo
można nimi było manipulować. Może dlatego mi się podobały, były
śliczne i mogłem robić z nimi co chciałem. Jednak ona zauroczyła
mnie. Sam nie wiedziałem czym. Przecież nie była w moim stylu. Nie
malowała się. Nie ubierała specjalnie modnie. A jednak było w
niej coś, co nie pozwalało mi przestać o niej myśleć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)